Klient chciał kupić auto, żeby zapłacić mniejszy podatek. Podatku nie było

Share
Klient chciał kupić auto, żeby zapłacić mniejszy podatek. Podatku nie było

Wiadomość przyszła we wrześniu, krótka i rzeczowa:

Panie Januszu, planuję wziąć auto do firmy w leasingu. W załączniku symulacja. Jakie mamy opcje optymalizacyjne?

W załączniku porządnie przygotowana oferta. Używany SUV z 2022 roku, 139 900 zł brutto. Opłata wstępna 28,59 procent, czyli trzydzieści dwa i pół tysiąca netto od ręki. Czterdzieści siedem rat po dwa tysiące. Wykup jeden procent. Do tego obowiązkowy pakiet usług, dwadzieścia złotych miesięcznie.

Pytanie brzmiało jak pytanie o podatki. Odpowiedź nie miała z podatkami nic wspólnego.

Zanim odpowiedziałem, otworzyłem księgę

To odruch, którego oczekiwałbym od każdego biura. Zanim doradzisz cokolwiek w sprawie kosztu, zobacz, do czego ten koszt ma się dodać.

Podatkowa księga za siedem miesięcy roku wyglądała tak: przychód niecałe dwadzieścia osiem tysięcy złotych. Koszty ponad trzydzieści siedem tysięcy. Wynik minus dziewięć tysięcy sto pięćdziesiąt siedem złotych.

Klient miał stratę. Nie miał żadnego podatku do zapłacenia. Zerowa była też podstawa składki zdrowotnej.

I to jest cała historia, tylko że trzeba ją teraz powiedzieć na głos.

„Optymalizacja" zakłada, że jest co optymalizować

Mechanizm, w który wierzy większość przedsiębiorców, wygląda tak: wrzucam coś w koszty, więc płacę mniej podatku, więc auto właściwie kosztuje mnie mniej. To prawda, ale tylko w połowie i tylko wtedy, kiedy jest podatek.

Przy podatku liniowym każda złotówka kosztu obniża podatek o dziewiętnaście groszy. Wydajesz złotówkę, odzyskujesz dziewiętnaście groszy, osiemdziesiąt jeden groszy zostaje u sprzedawcy. Koszt nigdy nie jest rabatem. Jest wydatkiem z małą ulgą na końcu.

A kiedy masz stratę, nie ma nawet tych dziewiętnastu groszy. Nie ma podatku, który mógłbyś obniżyć. Rata leasingu powiększa wtedy stratę, którą owszem, rozliczysz w kolejnych latach, ale dopiero wtedy, kiedy zaczniesz zarabiać, i pod warunkiem, że zaczniesz.

Tymczasem trzydzieści dwa i pół tysiąca opłaty wstępnej wypływa z konta w tym miesiącu. Firma z przychodem dwudziestu ośmiu tysięcy za siedem miesięcy oddaje wpłatę wstępną wyższą niż wszystko, co zarobiła od stycznia.

To, o co klient nie zapytał

Były jeszcze dwie rzeczy, o których w tej wiadomości nie było ani słowa, a które mnie martwiły bardziej niż sama arytmetyka.

Pierwsza: związek wydatku z przychodem. Żeby rata była kosztem, auto musi służyć osiąganiu przychodu. Przy firmie, która praktycznie nie zarabia, pytanie „do czego Panu to auto w tej działalności" nie jest złośliwością urzędnika. To jest pierwsze pytanie, jakie padnie.

Druga: leasing to zobowiązanie na cztery lata. Firma nie musi mieć zdolności leasingowej w rozumieniu banku, ale musi mieć z czego płacić raty. Dwa tysiące miesięcznie przy takich przychodach oznacza, że raty pojadą z prywatnych pieniędzy albo z oszczędności. To nie jest decyzja podatkowa. To jest decyzja o płynności, tylko przebrana za podatkową.

Co mu odpowiedziałem

Że nie ma tu żadnej optymalizacji do zrobienia, bo nie ma podatku, który dałoby się zoptymalizować. Że pytanie brzmi nie „jak najkorzystniej rozliczyć to auto", tylko „czy to auto jest teraz firmie potrzebne do zarabiania". Jeśli tak — bierzemy je i liczymy uczciwie, z pełną świadomością, że przez najbliższe lata efekt podatkowy będzie zerowy. Jeśli nie — leasing nie jest sposobem na podatek, tylko sposobem na wydanie pieniędzy, których firma nie zarobiła.

Nie jest to odpowiedź, jakiej się spodziewał. Podejrzewam, że w innym biurze usłyszałby „jasne, bierzemy, będzie w kosztach". I formalnie byłoby to prawdą.

Cztery zdania, które warto zapamiętać

Koszt to nie rabat. Największa złotówka, jaką odzyskasz z każdej wydanej, to trzydzieści dwa grosze przy skali podatkowej i dziewiętnaście przy liniowym. Reszta po prostu wypływa.

Optymalizacja zaczyna się od dochodu, nie od faktury. Jeśli nie ma dochodu, nie ma czego zmniejszać. Kupowanie rzeczy „w koszty" przy stracie to wydawanie pieniędzy z dodatkowym krokiem.

Wpłata wstępna to gotówka dzisiaj. Widnieje w symulacji jako procent, brzmi niewinnie, a wypływa z konta jednym przelewem. Zawsze przeliczaj procenty na złotówki, zanim podpiszesz.

Zapytaj przed, nie po. Ta rozmowa zajęła kwadrans i skończyła się tym, że klient nie wydał trzydziestu dwóch tysięcy złotych. Gdyby napisał tydzień po podpisaniu umowy, rozmawialibyśmy wyłącznie o tym, jak to teraz zaksięgować.


Historia prawdziwa, dane klienta i szczegóły oferty zmienione.

Read more