Sprawa zaginionego miliarda
Czyli dlaczego jeden przecinek może kosztować więcej niż roczna pensja
Zadzwonił we wtorek, tuż przed południem. Głos miał taki, jaki mają ludzie, którzy nie spali całą noc.
— Panie Januszu, mam problem. Chyba duży.
Pan Krzysztof prowadził firmę produkcyjną od piętnastu lat. Solidny biznes, dwudziestu pracowników, eksport do Niemiec. Nigdy żadnych zaległości, żadnych wezwań. Wzór klienta.
Aż do momentu, gdy dostał zawiadomienie o wszczęciu kontroli krzyżowej.
Telefon, który zmienia wszystko
Kontrola krzyżowa to taki mechanizm, gdzie urząd sprawdza, czy to, co wykazał twój kontrahent, zgadza się z tym, co wykazałeś ty. Proste w teorii. W praktyce — pole minowe.
— Chodzi o faktury od Bremex — powiedział. — Urząd twierdzi, że wykazałem od nich zakupy za dziesięć milionów złotych. W jednym kwartale.
Zamarłem. Znałem tę firmę. Mały dostawca komponentów. Faktury po kilkanaście tysięcy miesięcznie.
— To niemożliwe — odpowiedziałem.
— Wiem. Ale JPK mówi co innego.
Zejście do archiwum
Następnego dnia siedziałem w jego biurze z pudłem faktur i laptopem. Księgowa, pani Ewa, miała łzy w oczach.
— Ja to wszystko sprawdzałam — powtarzała. — Wszystko się zgadzało.
I miała rację. Faktury papierowe były w porządku. Kwoty, daty, numery NIP — wszystko czyste. Problem musiał być gdzie indziej.
Otworzyłem plik JPK_VAT za sporny kwartał. Przewinąłem do pozycji Bremex. I wtedy zobaczyłem.
Faktura numer 47/2023. Kwota netto: 12.450,00 zł.
Tylko że w pliku widniało: 12.450.000,00 zł.
Kropka zamiast przecinka. Dwanaście tysięcy czterysta pięćdziesiąt złotych zamieniło się w dwanaście milionów czterysta pięćdziesiąt tysięcy.
Anatomia katastrofy
Jak do tego doszło? Pani Ewa importowała dane z Excela. Polski Excel, który używa przecinka jako separatora dziesiętnego. Ale gdzieś po drodze — może przy kopiowaniu, może przy aktualizacji systemu — format się zmienił. Program księgowy zinterpretował kropkę jako separator tysięcy.
Jedna faktura. Jeden znak. Dziesięć milionów różnicy.
A ponieważ JPK poszedł do urzędu automatycznie, nikt tego nie zauważył. Aż do momentu, gdy algorytm po stronie fiskusa porównał dane i zobaczył, że pan Krzysztof rzekomo kupił od małej firmy towar za kwotę przekraczającą jej roczny obrót.
Wyścig z czasem
Mieliśmy czternaście dni na złożenie wyjaśnień. Przygotowałem:
- Korektę JPK z prawidłowymi danymi
- Kopie wszystkich faktur źródłowych
- Wydruki z systemu księgowego pokazujące moment importu
- Pismo wyjaśniające mechanizm błędu
Do urzędu pojechaliśmy razem. Naczelnik przejrzał dokumenty, porównał z oryginałami faktur i po dwudziestu minutach powiedział:
— Rozumiem. Proszę tylko następnym razem sprawdzać pliki przed wysyłką.
Pan Krzysztof odetchnął tak głośno, że chyba słyszeli go na korytarzu.
Morał ukryty w przecinku
Ta historia skończyła się dobrze. Ale mogła się skończyć inaczej. Gdyby urząd zinterpretował to jako próbę wyłudzenia VAT od fikcyjnych faktur, pan Krzysztof miałby na głowie postępowanie karnoskarbowe.
Co wdrożyliśmy następnego dnia?
Zasadę podwójnej weryfikacji. Każdy plik JPK przed wysyłką przechodzi przez kontrolę sum — łączna wartość zakupów nie może przekroczyć 150% wartości z poprzedniego kwartału bez ręcznego zatwierdzenia.
Kosztowało to pięć minut więcej pracy miesięcznie. Spokojny sen — bezcenny.
Wszystkie dane w tej historii zostały zmienione. Ale błąd był prawdziwy. I naprawdę wynikał z jednego przecinka.
→ Masz podobną historię? Albo pytanie? Napisz w komentarzu lub wyślij mail. Każda sprawa może stać się kolejnym wpisem — oczywiście po odpowiedniej anonimizacji.