Firma, która umarła dwa razy
O dziedziczeniu, długach i dokumentach, które czekały w szufladzie
Zadzwonił syn, nie ojciec. To już był pierwszy sygnał ostrzegawczy.
— Tata nie żyje od trzech miesięcy — powiedział. — Zostałem sam z jego firmą. I chyba z jego problemami.
Pan Tadeusz prowadził niewielki zakład stolarski. Działalność jednoosobowa, trzech pracowników na umowę zlecenie, klienci głównie z polecenia. Po jego nagłej śmierci syn Marek — informatyk, zero doświadczenia z biznesem — musiał zdecydować: zamknąć czy kontynuować.
Wybrał kontynuację. Błąd? Zaraz się przekonamy.
Szuflada Pandory
Pierwszy problem pojawił się, gdy Marek postanowił uporządkować dokumenty ojca. W szufladzie biurka znalazł:
- Czternaście nieopłaconych faktur od dostawców
- Wezwania z ZUS — trzy sztuki
- Decyzję z urzędu skarbowego o zaległości w VAT
- List od komornika datowany na tydzień przed śmiercią
Łączna kwota zobowiązań: dwieście trzydzieści tysięcy złotych.
Marek nie miał pojęcia. Ojciec nigdy nie mówił o problemach.
Wyścig z kalendarzem
Marek przyszedł do mnie w czwartym miesiącu od śmierci ojca. I tu zaczął się prawdziwy dramat.
Bo widzisz — w Polsce masz sześć miesięcy na przyjęcie lub odrzucenie spadku. Jeśli nie zrobisz nic, automatycznie przyjmujesz go z dobrodziejstwem inwentarza. To znaczy: odpowiadasz za długi, ale tylko do wartości odziedziczonego majątku.
Brzmi nieźle? Problem w tym, że majątek pana Tadeusza to: zużyte maszyny stolarskie warte może trzydzieści tysięcy, stary bus, i należności od klientów — głównie nieściągalne.
A długi? Dwieście trzydzieści tysięcy.
Co zrobiliśmy?
Pierwsza decyzja: czy Marek chce kontynuować działalność ojca.
Nie chciał. Nie znał się, nie miał czasu, nie miał serca do stolarki.
Więc zaczęliśmy procedurę zamykania. Ale — i to jest ważne — nie można po prostu zamknąć firmy zmarłego. Najpierw trzeba przeprowadzić spadek, potem przenieść działalność, potem zlikwidować. Formalności na pół roku.
W międzyczasie złożyłem:
- Spis inwentarza do sądu (żeby ograniczyć odpowiedzialność)
- Wnioski o rozłożenie zaległości wobec ZUS i US
- Odpowiedzi na wezwania komornicze z informacją o śmierci dłużnika
Moment zwrotny
Przy przeglądaniu dokumentów znalazłem coś, czego Marek nie zauważył. Polisę na życie. Ojciec ubezpieczył się dziesięć lat wcześniej. Suma ubezpieczenia: trzysta tysięcy złotych.
I tutaj ważna rzecz: ubezpieczenie na życie nie wchodzi do spadku. Jest wypłacane bezpośrednio wskazanej osobie — w tym przypadku synowi.
Marek mógł spłacić długi ojca i jeszcze mu zostało.
Ale równie dobrze mógł nie spłacać. Pieniądze z polisy były jego, nie spadkowe. Wierzyciele nie mieli do nich dostępu.
Finał
Marek zdecydował, że spłaci. Nie dlatego, że musiał — bo formalnie nie musiał, wybrał dobrodziejstwo inwentarza. Zrobił to, bo chciał zamknąć sprawę czysto. Bez telefonów od komorników. Bez wyrzutów sumienia.
Firmę zlikwidowaliśmy w grudniu. Maszyny sprzedał jednemu z byłych klientów ojca.
— Wiesz, co jest najgorsze? — powiedział na ostatnim spotkaniu. — Że gdyby tata powiedział mi wcześniej, mogliśmy to ogarnąć razem. Za jego życia.
Nie miałem na to odpowiedzi.
Nie chowaj problemów w szufladzie. Szuflady przeżywają swoich właścicieli.
→ Odziedziczyłeś firmę i nie wiesz, co z nią zrobić? Masz sześć miesięcy na decyzję — nie czekaj do ostatniego dnia. Zadzwoń.